Atom stop – jesteśmy przeciw, dlaczego?

atom_stop Chcielibyśmy odpowiedzieć na tytułowe pytanie, dlaczego jesteśmy przeciwni budowaniu elektrowni jądrowych? Jednocześnie zachęcamy do zapoznania się z problematyką równolegle towarzyszącą takim inwestycjom.

Ryzyko zachorowania na raka
Elektrownie atomowe są przyczyną chorób nie tylko u dzieci.
Im bliżej elektrowni atomowej mieszka dziecko, tym większe jest prawdopodobieństwo jego zachorowania na raka. W odległości pięciu kilometrów od niemieckich elektrowni atomowych dzieci poniżej piątego roku życia 60% częściej chorują na raka niż wynosi średnia krajowa dla Niemiec. Przypadki zachorowań na białaczkę są nawet dwa razy częstsze (+120%). Białaczka (choroba nowotworowa układu krwiotwórczego) w bardzo łatwy sposób wywoływana jest przez promieniowanie radioaktywne.
Dane ze Stanów Zjednoczonych podają, że również dorośli mieszkający w pobliżu elektrowni atomowych częściej chorują na raka.

Emisje
Elektrownie atomowe wydzielają substancje radioaktywne, które wydostają się przez komin oraz dostają do wody. Każda elektrownia atomowa posiada komin wylotowy i rurę ściekową: odprowadzane są tam radioaktywne materiały takie jak tryt, węgiel, stront, jod, cez, pluton, krypton, argon i ksenon.
Roznoszą się one w powietrzu, trafiają do wody i gleby. Osadzają się, gromadzą, są wchłaniane przez organizmy, częściowo nawet zagnieżdżają się w komórkach ustrojowych. Tam mogą wywołać raka i uszkodzić genom.
Urzędy pozwalają na odprowadzanie substancji promieniotwórczych do powietrza i ścieków. Zezwolenie obejmuje zazwyczaj jeden biliard bekereli radioaktywnych gazów szlachetnych i węgla, 50 bilionów bekereli trytu, 30 miliardów bekereli radioaktywnych zawiesin koloidalnych i około 10 miliardów bekereli radioaktywnego jodu-131. Oczywiście rocznie i na elektrownię atomową.
W celu kontroli przeprowadzane są regularne pomiary — pomiarów dokonuje sam eksploatator elektrowni atomowej.

Tryt
Radioaktywne odpady z elektrowni atomowych zagnieżdżają się nawet w DNA.
Elektrownie atomowe odprowadzają duże ilości radioaktywnego wodoru (trytu) do powietrza i wody. Ludzie, zwierzęta i rośliny wchłaniają go wraz z wdychanym powietrzem i pożywieniem.
Ciało wchłania tryt i wodę trytową jak normalny wodór i normalną wodę do organizmu, nawet bezpośrednio do genów. Tam jego promieniowanie może wywołać chorobę oraz uszkodzenia genów.

Zagrożenie bezpieczeństwa — czynnik ludzki
Ludzie popełniają błędy — w elektrowni atomowej skutki tego są fatalne. Zła obsługa zaworu, przeoczenie sygnału ostrzegawczego, zapomnienie funkcji przełączników, niezrozumienie poleceń, błędna reakcja — są dziesiątki przypadków, gdzie za niebezpieczne sytuacje w elektrowni atomowej odpowiedzialny jest człowiek, a nie technika. Nie da się oszacować ryzyka, jeśli chodzi o człowieka. Właśnie człowiek, załoga zakładowa, powinna w razie awarii wykonywać ważne, odbiegające od normalnego sposobu eksploatacji czynności awaryjne, aby zapobiec stopieniu się rdzenia reaktora. Energia atomowa wymaga ludzi nieomylnych. Ale tacy nie istnieją — a już na pewno nie w tak stresowych sytuacjach, jaką jest awaria elektrowni atomowej.

Gorące rzeki
Ciepłe ścieki z elektrowni atomowej pozbawiają ryby powietrza. Elektrownie atomowe marnują energię — swoimi ściekami o temperaturze do trzydziestu trzech stopni nagrzewają przede wszystkim rzeki. Ryby w ten sposób tracą oddech podwójnie.
Po pierwsze ciepła woda w rzece przewodzi mniej tlenu niż zimna. Po drugie w ciepłej wodzie obumiera więcej roślin i małych zwierząt, których biomasa również zużywa tlen w procesie rozkładu. Tego tlenu brakuje później rybom.

Technologia z epoki kamienia łupanego
Trzydziestoletnia technika nadaje się wyłącznie na złom!
Początek budowy działających jeszcze niemieckich elektrowni atomowych miał miejsce w latach 1970-1982. Nikt rozsądny nie uważałby, że auto takie jak VW-411 z roku 1970 byłoby dzisiaj jeszcze „bezpieczne pod względem technicznym i zgodne z aktualnym stanem wiedzy” — nawet jeśli w międzyczasie wymieniono amortyzator, hamulce i wyposażono w pasy bezpieczeństwa.
Każdy, kto oznajmiłby, że chce dostosować swój komputer Commodore C64 (rok produkcji 1982-93) do aktualnych standardów, zostałby głośno wyśmiany.
Tylko w przypadku elektrowni atomowych, zdaniem ich właścicieli, wiek nie stanowi żadnego problemu …

Katastrofa lotnicza
Elektrownie atomowe nie są zabezpieczone przed katastrofami lotniczymi.
Żadna z elektrowni atomowych w Niemczech nie przetrwałaby rozbicia się zatankowanego do pełna samolotu pasażerskiego. Wyjawiło to niemieckie Stowarzyszenie ds. Bezpieczeństwa Jądrowego w — pierwotnie tajnej — ekspertyzie sporządzonej dla Federalnego Ministerstwa Ochrony Środowiska.
Siedem reaktorów ma nawet tak cienkie ściany betonowe, że już rozbicie odrzutowca wojskowego lub atak z użyciem broni przeciwpancernej mógłby doprowadzić do katastrofy.

Ewakuacja
Ewakuacja całego regionu w ciągu kilku godzin jest niemożliwa.
Plany elektrowni atomowych na wypadek katastrofy zakładają, że chmurę radioaktywną po wypadku można przytrzymać w reaktorze jeszcze przez kilka dni — jest to czas, który pozwoli na ewakuację ludności.
Co jednak, gdy samolot, trzęsienie ziemi lub inny wybuch zniszczy elektrownię atomową? Albo jeśli, zbiornik bezpieczeństwa przetopi się w ciągu kilku minut, czego nie można wykluczyć w Krümmel (Niemcy)? Wtedy, w zależności od pogody, pozostaje tylko kilka godzin na ewakuację całego regionu.
Nowe obliczenia dotyczące rozprzestrzenienia się wykazują, że nawet w odległości dwudziestu pięciu kilometrów, nie opuszczając domu, w ciągu kilku godzin skażenie radiacyjne jest tak wysokie, że w połowie przypadków prowadzi do śmierci. Chmura radioaktywna na pewno się tam nie zatrzyma. Bardziej oddalone tereny w ogóle nie posiadają planów ewakuacji.

Brak jodu
Jod w tabletkach nic nie daje, jeśli trzeba opuścić dom, aby je zdobyć.
Jod w tabletkach, w razie wypadku jądrowego, powinien zmniejszyć obciążenie promieniowaniem przez radioaktywny jod. Jednak tylko w najbliższym promieniu od elektrowni atomowych gospodarstwa domowe zostały przezornie zaopatrzone w tabletki. We wszystkich innych obszarach są one składowane w ratuszu lub trzeba je dopiero przetransportować samolotem. Odbiór będzie trudny, ponieważ plan elektrowni atomowych na wypadek katastrofy zaleca, aby nie opuszczać domu.

Promienne posady
Tysiące pomocników załatwia brudną robotę w elektrowniach atomowych — często bez wystarczającej ochrony radiologicznej.
Pracują oni w firmach serwisowych i często muszą wkraczać wtedy, gdy sytuacja staje się „gorąca”. Tysiące pomocników zarabia pieniądze sprzątając, likwidując zanieczyszczenia i wykonując prace naprawcze w najbardziej skażonych promieniotwórczo obszarach elektrowni atomowych. Według statystyki Federalnego Ministerstwa Ochrony Środowiska z roku 1999, ci pracownicy narażeni są na dawki promieniowania czterokrotnie wyższe niż pracownicy zatrudnieni na stałe w elektrowni atomowej. We Francji mówi się: „karma radioaktywna”.
Pracownicy donoszą o pękających i pylących workach na odpady radioaktywne, o przerwach na kawę obok promieniotwórczych pojemników i pracy bez pełnej ochrony w środku kotła reaktora. Niektórzy odkładają wtedy swoje dawkomierze. Ponieważ po osiągnięciu maksymalnej dawki, nie mogą ponownie wkraczać do strefy zamkniętej. A nikt nie chce w końcu stracić pracy.

Kłamstwo na temat utylizacji
Jeszcze ani jeden gram odpadów radioaktywnych nie został zutylizowany w bezpieczny sposób. Mają one służyć do „utrzymywania świeżości artykułów spożywczych” – taką obietnicą w połowie lat pięćdziesiątych eksperci zbyli pytania odnośnie utylizacji odpadów radioaktywnych. Bez zważania na problem utylizacji budowali jeden reaktor za drugim. Z tych wielu milionów ton promieniotwórczych odpadów do dziś jeszcze ani jeden gram nie został zutylizowany w sposób bezpieczny.

Milion lat
Odpady radioaktywne stanowią zagrożenie przez milion lat. Do momentu względnego zaprzestania promieniowania odpadów radioaktywnych z elektrowni atomowych musi minąć mniej więcej milion lat. Tak długo odpady atomowe należy trzymać z dala od ludzi i środowiska. Gdyby Neandertalczycy trzydzieści tysięcy lat temu eksploatowali elektrownie atomowe i zakopali gdzieś odpady radioaktywne, jeszcze dziś następowałoby śmiertelne promieniowanie — a my musielibyśmy wiedzieć, że pod żadnym pozorem nie możemy tam kopać.

Brak składowiska
Do dziś na całym świecie nie ma bezpiecznego składowiska odpadów o wysokiej radioaktywności. Składowisko odpadów radioaktywnych musiałoby być przez bardzo długi czas miejscem stabilnym pod względem geologicznym. Jego otoczenie nie mogłoby wchodzić w reakcje chemiczne ze składowanymi odpadami ani zbiornikami. Miejsce musiałoby znajdować się z dala od biosfery, potencjalnych źródeł surowców i wpływów człowieka. Teren nie mógłby odprowadzać wody do morza. Dotąd nie znaleziono takiego miejsca na Ziemi. A jego istnienie jest bardziej niż wątpliwe

Ogłupienie społeczeństwa
Bajkę „Bez atomu zgasną światła” koncerny energetyczne opowiadają już od ponad trzydziestu lat „Słońce, woda czy wiatr nie może długotrwale pokryć nawet 4 % naszego zapotrzebowania na prąd”. Taką teorię wygłosiły niemieckie koncerny energetyczne jeszcze w roku 1993 w ogólnokrajowych ogłoszeniach prasowych. Rzeczywistość wygląda w następujący sposób: w roku 2009 ponad 16% prądu zużywanego w Niemczech pochodziło w odnawialnych źródeł energii, w roku 2020 mogło to być już prawie 50%. Do połowy tego stulecia możliwe jest zaopatrzenie w prąd w 100% z odnawialnych źródeł energii. Nie zważając na to koncerny energetyczne, które walczą o dłuższe czasy eksploatacji elektrowni atomowych, chętnie jeszcze dziś opowiadają bajkę o rzekomo grożących „wielodniowych awariach prądu”. Kto ma w to jeszcze uwierzyć?

Niepożądane
Nikt nie chce mieszkać w pobliżu elektrowni atomowych.
Jeśli wierzyć zainicjowanym przez Niemieckie Forum Atomowe ankietom, energia atomowa wkroczy niedługo na salony. Bardziej szczere i wymowne są prawdopodobnie odpowiedzi, które otrzymał Instytut Badania Opinii Emnid w połowie 2008 roku. Ponad dwie trzecie ankietowanych nie zgadza się na budowę nowej elektrowni atomowej w ich miejscu zamieszkania — nawet gdyby za to przez całe życie nie musieli płacić za prąd

Samoobrona
Szefowie koncernów energetycznych prywatnie trzymają się z dala od elektrowni atomowych. Służbowo prezesi zarządów niemieckich firm EnBW, E.ON, RWE i Vattenfall stają w obronie energii atomowej. Prywatnie szefowie koncernów trzymają się raczej z dala od nich. Hans-Peter Villis, Jürgen Großmann i Tuomo Hatakka mieszkają z dala od swoich elektrowni atomowych.

Brak bezpieczeństwa
Żadna z siedemnastu elektrowni atomowych w Niemczech nie dostałaby dzisiaj zezwolenia na eksploatację.
Brak osłony, niesprawna instalacja elektryczna czy krucha stal. Ani jedna elektrownia atomowa w Niemczech pod względem bezpieczeństwa nie jest zgodna z aktualnym stanem wiedzy technicznej, wymaganym przez Federalny Trybunał Konstytucyjny. Nie pomoże tutaj nawet dodatkowe wyposażenie warte miliony euro.
Jako nowa budowla, ze względu na skandaliczne braki bezpieczeństwa, dziś żadna z siedemnastu elektrowni atomowych w Niemczech nie uzyskałaby ponownie zezwolenia na eksploatację.

Odnawialne źródła energii
Możliwe jest zaopatrzenie w energię w 100% z odnawialnych źródeł energii.
Już dziś odnawialne źródła energii pokrywają ponad jedną szóstą światowego zużycia energii.
Olej, gaz, węgiel i uran kończą się, ocieplenie ziemi wzrasta. Słońce, wiatr, woda, biomasa i geotermia będą istnieć tak długo, jak długo będzie istnieć Ziemia. Liczne, w tym również państwowe badania wykazują, że przejście na stuprocentowe zaopatrywanie w energię z odnawialnych źródeł energii jest możliwe.

Add a comment »One comment to this article

  1. a co z faktem, że elektrownie węglowe zmieniają klimat kuli ziemskiej? Każdy rodzaj energii niesie ze sobą jakiś koszt.

*

Copyright © All Rights Reserved · Green Hope Theme by Sivan & schiy · Proudly powered by WordPress